Jacek Sierka, AudioBook.pl
 |
Autor: |
John Eldredge |
| Tytuł: |
"Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy" |
| Czyta: |
Andrzej Lajborek |
| Czas: |
9 godz. 15 min |
| Nośnik: |
1 CD MP3 |
| |
Wydawca: |
W drodze |
|
Posłuchaj fragmentu
|
"Dzikie serce" to książka o tym, co nam śpiewa w duszy. A może raczej o tym, co nam w duszy fałszuje, dlaczego tak się dzieje i co można zrobić, żeby jednak trzymało się melodii.
Ta książka to pozycja stworzona przez mężczyznę i o mężczyznach. Czy dla mężczyzn? Chyba nie tylko. Eldredge w dość gawędziarskiej formie przedstawia trzy jego zdaniem najważniejsze elementy, na których opiera się męskie poczucie wartości. To bitwa, którą mężczyzna chciałby stoczyć, przygoda, którą chciałby przeżyć oraz piękna, którą chciałby uratować. To sedno męskiej natury jest w dzisiejszym świecie poza możliwością swojego spełnienia. Wzory społeczne nakazują być uczynnym katolikiem, przykładnym mężem i wzorowym pracownikiem. Męska pasja, energia, kreatywna potencja są tłumione – z obawy przed złymi skutkami porywczej natury. Przez to nie możemy zasmakować prawdziwej wolności, odkryć własnej tożsamości, znaleźć miejsca w świecie, który lwa męskiej duszy chce zamienić w barana. Eldredge próbuje wydobyć te zapomniane atrybuty na światło dzienne, zagrzać nas do walki – o nas samych, o nasze dzikie serce, za którym wszyscy tęsknimy, a które cywilizowany świat nam odbiera.
Szybko jednak toniemy w ciężkostrawnym amerykańskim sosie. Według autora "Dzikiego serca" wzór do naśladowania dla każdego (podkreślmy: każdego) chłopca to William Wallace, kreacja z filmu "Braveheart". Dołączają do niego później takie moralne autorytety jak Maximus ("Gladiator") czy Stephen E. Ambrose ("Citizen soldiers", "Szeregowiec Ryan"), przewija się Kevin Costner, John Wayne i parę innych postaci ekranowego - prawdziwego świata Ameryki. Słyszymy również tak powalające argumenty w obronie męskiego serca jak ten, że "naziści zostali pokonani siłą mężczyzn, apartheidu nie zniesiono dzięki kobietom" (a kto wymyślił nazizm i dyskryminację?) czy głęboko retoryczne pytanie "a kto oddał swe miejsca w łodziach ratunkowych na Titanicu, żeby można uratować kobiety i dzieci?". Eldredge z irytującą amerykańską pewnością siebie twierdzi też na przykład, iż każdy chłopiec pragnie rzucać podkręcone piłki; kto z Was kiedyś grał w baseball? Cóż, trzeba przyjąć do wiadomości, że podświadomie i tak chcieliście te piłki rzucać.
Wizja Eldredge'a to miliony Braveheartów, Maximusów czy żołnierzy w Normandii, którzy jakże romantycznie zdobywają broniony przez Niemców dom-bunkier. Zabijają ich wprawdzie, ale co tam, to tylko naziści, to ci źli, a my bronimy Ameryki. "Dzikie serce" nie odpowiada jednak na pytanie: kto ma tworzyć armię szeregowców dla tych wszystkich generałów, kto ma być przeciwnikiem dla tych, co najlepiej podkręcają piłki, żeby mógł odbyć się mecz. Można więc przyjąć, że ta rola jest przeznaczona gromadom kobiet, ewentualnie z wąsami przyklejonymi dla efektu.
Przyjaciel zarzucił mi, że nie umiem odrzucić tej tandety amerykańskiego snu i dostrzec w "Dzikim sercu" mądrości przesłania. Tak, mimo popkulturowej papki Eldredge przekazuje zaskakująco głęboką wizję męskości. Proste przykłady często trafiają w samo serce – bo odnajdujemy się w nich, bo przeżyliśmy coś podobnego sami. Obowiązujące od pokoleń schematy toksycznych zachowań na linii ojciec – syn, zagubiona w świecie samochodów chęć odetchnięcia pełną piersią na szczycie zdobytej na własnych nogach góry, dzikość i pasja, trzymana w ryzach przez nowoczesne społeczeństwo – to wszystko jest w tej książce. Jest zapach rozległych trawiastych stepów, radość obcowania z przestrzenią. Z niebezpieczeństwem. Jest w tej książce przede wszystkim poczucie ogromnej wolności, która przychodzi po odrzuceniu tłamszących nasze serce schematów społecznych, zrozumienie istoty swojej tęsknoty za przygodą, za bitwą. Płomienne przemowy Eldredge'a rozniecają w nas iskrę, choć ona nie zawsze płonie dalej, gdy słowa książki milkną. "Dzikie serce" daje nam posmakować tego, co tkwi w nas bardzo głęboko. Nie daje jednak tak naprawdę odpowiedzi, jak to zrealizować, w jaki sposób osiągnąć wolność. Choć i samo rozbudzenie pragnień jest czymś rzadkim, czymś naprawdę wartościowym.
Parę słów o technicznej stronie audiobooka. Koszmarnie długie odcinki (około 50 minut każdy! poza wstępem i zakończeniem) mogą skutecznie zniechęcić każdego słuchacza. Potrzeba przewijania, szukania odpowiedniego fragmentu, gdy wraca się do niego po jakimś czasie, to droga przez mękę. Brak jakiegokolwiek podkładu muzycznego dodatkowo utrudnia nawigację po płycie. Czytający booka pan Andrzej Lajbork już na samym starcie raczy nas swojsko brzmiącym "Dzionem", później taka polska wymowa powtarza się w paru miejscach. Do tego dochodzi cały repertuar westchnień, chrząknieć, śmiechów, parsknięć... Ta początkowo irytująca interpretacja z czasem zaczyna się jednak podobać, i coraz lepiej wpasowuje się w formę gawędy czy opowieści. Lajbork czyta może nazbyt "po swojemu", ale po dwóch-trzech rozdziałach zaczyna się naprawdę czuć klimat amerykańskiej opowieści. Audiobooka wyróżnia również okładka – przyciągająca wzrok, stworzona z pomysłem i humorem. Tę pozycję na pewno wypatrzymy na półce.
Czas podsumować... przeczytajcie. To dobra książka. Warto poczuć chociaż tę chwilę wolności i niezmąconego spokoju w dzisiejszym pędzącym świecie. Niektórym "Dzikie serce" może nawet wskazać drogę. A i łyk pociesznej amerykańskości dobrze zrobi na skołatane nerwy.
| Fabuła |
4 |
| Interpretacja |
4 |
| Efekty specjalne |
|
| Grafika i estetyka opakowania |
5 |
| Jakość techniczna nagrania |
3 |
| Ogólne wrażenie |
4 |
|